Turing czy Searle?

Podczas kilku ostatnich zajęć na różnych Wydziałach PW (zob. spis przedmiotów) dyskutowaliśmy – dość nawet zażarcie – o hipotetycznym myśleniu maszyn. Odnosiliśmy się przy tym do klasycznych tekstów Alana Turinga i Johna Searle’a (zalinkowałem je na końcu wpisu). Wydaje mi się, że zawarte w tych tekstach  argumenty są wciąż warte komentowania.

Choć w tym roku studenci nie garną się zbytnio do naszego bloga, to akurat w ramach powyższego tematu zadeklarowali wstępnie chęć porozmawiania.
Zaczynam zatem blogową dyskusję, a czynię to fikcyjnymi głosami dwóch naszych bohaterów.

*********

Rozmowę zaczyna SEARLE:

– Panie Alanie, skoro mamy rozmawiać o hipotetycznym myśleniu maszyn, to niech Pan określi na początek, co to w ogóle znaczy – według Pana –  „myśleć”. Myśleć oczywiście przez duże „M”, a nie na przykład wtedy, gdy na coś instynktownie reagujemy lub wykonujemy ślepo czyjeś rozkazy.

TURING odpowiada tak:

– Hmm… Właściwie, to nie wiadomo, cóż to znaczy. Wiadomo jednak, że istotami, które myślą przez największe „M” są ludzie. Ludzie zaś używają niezwykle wyrafinowanego języka, który ze względu na składnię, bogactwo odniesień, siłę wyrazu etc… nie daje  się porównać z językiem żadnego innego gatunku.
Maszyna myśląca zatem powinna być zdolna do używania naszego języka. Jeśli podczas swobodnej rozmowy z maszyną, nie będę potrafił odróżnić jej od człowieka, to będę musiał uznać ją za myślącą.

SEARLE:

– Zaraz, zaraz… Do maszyn jeszcze dojdziemy. Póki co jednak skupmy się na ludziach. Pan powiada, że nie za bardzo wiadomo, co to znaczy „myśleć”. Ja na to odpowiadam, że „dobrze wiem, kiedy myślę, to znaczy, kiedy ja myślę”.
Myślę, gdy rozumiem (ewentualnie: usiłuję zrozumieć) to co robię, lub to co mówię.
Gdy działam w sposób instynktowny, nie myślę; gdy powtarzam dźwięki innych jak papuga, nie myślę; gdy rozwiązuję zadanie, wykonując mechanicznie pewien algorytm, nie myślę…
Myśleć zatem to rozumieć (rozum mieć, :-)), a rozumieć można tylko przy udziale świadomości. Świadomość czegoś jest zatem warunkiem koniecznym, choć nie wystarczającym, myślenia.

TURING:

Uua… Poleciał Pan teraz po maśle maślanym. Myśleć to znaczy rozumieć (lub usiłować rozumieć), a rozumieć to być (co najmniej) świadomym.  Czy w ogóle potrafi Pan wyjaśnić, czym jest rozumienie i świadomość?

SEARLE:

Nie poleciałem po maśle maślanym, bo podałem przykłady. Podejrzewam, że i Pan potrafi rozpoznać  sytuacje, w których działa Pan ze zrozumieniem, i sytuacje, w których żadnego rozumienia nie ma. W pierwszych sytuacjach Pan myśli (przez duże M), w drugich – nie.
Dlatego też, jeśli mamy oceniać, czy maszyna myśli, czy nie – to musimy wyobrazić  sobie, że działamy tak jak ona i ocenić uczciwie, czy działamy wtedy ze zrozumieniem. Jeśli widzimy, że rozumienia nie ma (i być nie musi), to nie wolno nam uznać maszyny za myślącą.  Tak właśnie stawiam sprawę w znanej Panu argumentacji chińskiego pokoju.

TURING:

Panie Johnie…  Ja uważam jednak, że odwoływanie się do własnej tylko wyobraźni jest nieuczciwe. W gruncie rzeczy powiada Pan, że nie może sobie wyobrazić, iż maszyna (jedną z nich Pan w swoim chińskim eksperymencie naśladuje) posiądzie świadomość.
Rozumiem, że trudno sobie wyobrazić, jak człowiek (który już posiada świadomość), wykonując bez ustanku jakieś dziwne komputerowe operacje niskiego poziomu (przeznaczone dla zupełnie innych niż człowiek elementów), może wzmocnić swoją świadomość lub zyskać jakąś nową warstwę świadomości.
Proszę jednak pomyśleć o maszynie, która początkowo świadomości nie ma, lecz realizuje pewien bardzo złożony program, który rozwijając się w interakcji ze środowiskiem,  wytwarza jakieś pierwociny świadomości.  Pierwociny, które stopniowo mogą przekształcać się w świadomość głęboką i wieloaspektową. Według mnie to całkiem realna perspektywa.
Innymi słowy, ja przeciwnie do Pana jestem w stanie wyobrazić sobie, że odpowiednia złożoność programu – programu wchodzącego w interakcje z otoczeniem (czego Pan w chińskim pokoju nie dopuszcza) – może dać maszynie świadomość.
Inna sprawa, że wcale nie wiemy, czy o skuteczności działań jakiegokolwiek układu w świecie decyduje świadomość (nam znana z introspekcji). W to jednak nie będę wchodził…

SEARLE:

Przypuśćmy na próbę, że przyjmuję Pańskie argumenty i godzę się na możność zaistnienia świadomości wskutek odpowiednio wysokiej złożoności programu sterującego systemem interaktywnym.
Co Pan jednak na to, że ludzie posiadają mózgi, a mózgi są układami biologicznymi, złożonymi z materii organicznej. Nawet jeśli mózgi mają jakieś złożone oprogramowanie, to ów „niematerialny” software jest nierozerwalnie spleciony z biologicznym hardware. Biologicznym – powtarzam. Nie krzemowym, nie mechanicznym, nie jakimś zupełnie dowolnym – lecz złożonym z takich a takich substancji organicznych.
Gdyby świadomość była zależna od biologii mózgu, to złożoność mózgowego oprogramowania nie wystarczałaby do jej zaistnienia…

Tutaj musimy przerwać nasz fikcyjny dialog i poprosić czytelników o jego kontynuowanie w formie komentarzy.  Kontynuacja może polegać zarówno na ustosunkowywaniu się do przedstawionych argumentów, jak i formułowaniu nowych.

Gorąco ZAPRASZAM…

A oto linki do dwóch tekstów źródłowych:
♦  Alan Turing, „Maszyny liczące a inteligencja”.
♦  John Searle, „Czy maszyny mogą myśleć?”.

Opublikowano Filozofia informatyki, Światopogląd informatyczny | 3 komentarzy

Główne pytanie kognitywistyki: czy zdolność poznawcza umysłu przewyższa maszynę Turinga?

Projekt badawczy kognitywistyki sprowadza się do kwestii: czy umysł ludzki jest równoważny maszynie Turinga? Równoważny pod względem zdolności poznawczych czyli możliwości rozwiązywania problemów. Równoważność określamy przez porównanie dwóch zbiorów problemów:

T = zbiór problemów rozwiązywalnych przez maszynę Turinga.
U = zbiór problemów rozwiązywalnych przez umysł ludzki.

Wtedy owa kwestia kognitywistyki zamknie się w pytaniu o równość zbiorów: U=T?

Odpowiedź twierdząca implikuje pogląd negatywny co do potrzeby kognitywistyki jako odrębnej dyscypliny. Jeśli jest on słuszny, to pracujący pod tą firmą zasilą szeregi bezrobotnych. Ich miejsca pracy zajmą informatycy jako specjaliści od maszyny Turinga, którzy z równą łatwością, z jaką badają tę maszynę mogą się zająć badaniem umysłu.

Zwolenników odpowiedzi twierdzącej nazwijmy krótko turingowcami, a zwolenników przeczącej — super-turingowcami. Ci drudzy uważają, że klasa T jest tylko częścią (właściwą) klasy U.

Moja odpowiedź na pytanie „U=T?” jest super-turingowska, a więc zdecydowanie przecząca. Czerpię ją z osobistej intuicji filozoficznej. Nie może jednak taka intuicja być argumentem w dyskusji naukowej. Toteż proponuję przyjąć ją jako hipotezę roboczą. Wysuwane za nią racje poddamy pod krytykę turingowców; jeśli je obalą, to przejdziemy na ich stronę lub zawiesimy sąd w tej sprawie.

Racje na rzecz non(U=T) są dwojakie: ze sfery motywacji i ze sfery efektywności poznania. Te pierwsze odnoszą sie do faktu, że mamy dwa rodzaje motywacji poznawczej: ciekawość oraz niepokój wobec jakiejś trudności, który pragniemy usunąć, a problemem jest: jak to zrobić? Jedno i drugie jest rodzajem uczucia: ciekawość jest uczuciem przyjemnym, a ów
niepokój przykrym. Żeby być zdolnym do przyjemności i do przykrości,  trzeba mieć system nerwowy, ten zaś musi być zbudowany z materii organicznej, a nie np. z drutu. Ponieważ w definicji maszyny Turinga ów czynnik emocjonalny nie występuje (milczy też o nim test Turinga), a jest on w poznaniu konieczny, maszyna nie dorównuje tu umysłowi. Być może, któreś ogniwo tego rozumowania jest błędne, czego turingowiec powinien by dowieść.

Argument z efektywności poznania odwołuje się do doświadczeń z dziejów języka, w tym naukowego, w szczególności języka matematyki. Zanim powstało w języku człowieka pierwotnego słowo „ogień”, ktoś musiał ogień zobaczyć, a więc ogląd wyprzedził słowo. Mógł on występować w rozumowaniach bez użycia słów, na przykład: „jeśli włożę rękę w ogień, to się sparzę, a więc żeby się nie sparzyć, trzeba jej w ogień nie kłaść”. Na każdym kroku tak bez słów — w sposób wyłącznie oglądowy — rozumują zwierzęta. Czy da się to symulować na maszynie Turinga? Być może. Niech turingowiec powie jak, co powinno
otworzyć kolejny etap dyskusji.

Pojęcie oglądu  dotyczy nie tylko spostrzeżeń lub wyobrażeń zmysłowych, lecz także oglądu intelektualnego obiektów abstrakcyjnych.  Żeby się zgodzić na Euklidesową definicję punktu, trzeba rozumieć o czym ona mówi, a więc mieć ogląd obiektów w niej wymienionych. A nie jest to ogląd zmysłowy. Wszystkie rozumowania Euklidesa odwołują się do takich oglądów, nie kierując się wcale regułami przetwarzania ciągów symboli, których dostarcza logika jako narzędzie formalizacji dającej się wykonać na maszynie Turinga.

Zagadnienie rozumowań oglądowych  jest szerzej dyskutowane a artykule (w  postaci serii slajdów) „Rozumowania oglądowe a rozumowania sformalizowane”, gdzie porusza się też kwestię swoistości kognitywistyki. Komentarze do tego artykułu (ze wskazaniem numeru (§ i cyfra) odpowiedniego odcinka, można umieszczać poniżej na prawach komentarzy do obecnego wpisu. Adres artykułu: http://calculemus.org/CA/epist/16/kogn-synt.pdf

Opublikowano Epistemologia i ontologia, Filozofia informatyki | 1 komentarz

Kognitywistyczne interpretacje pojęć informatycznych

Niniejszy wpis czynię z myślą o białostockich Spotkaniach z kognitywistyką, na których będę miał zaszczyt wygłosić wykład pt. „O kognitywistycznej interpretacji niektórych pojęć informatycznych”. Mam nadzieję, że dyskusja rozpoczęta na spotkaniu będzie miała swój odpowiednik blogowy – zapraszam do niej nie tylko słuchaczy wykładu.

Podstawą rozmowy proponuję uczynić wykładowe SLAJDY.

Proponuję też przyjąć następującą konwencję dyskusji.
Jeśli ktoś ma pytania lub sugestie do któregokolwiek ze slajdów, niech wstawi odpowiedni komentarz pod tym wpisem, a ja się do niego odniosę, stymulując w ten sposób dalszą dyskusję. Jeśli uznam dodatkowo, że wywołany temat zasługuje na osobną rozmowę, poczynię osobny wpis, pod którym będziemy mogli omawiać ten właśnie temat.

***

W ramach krótkiego wstępu do dalszej dyskusji objaśnię w punktach ideę anonsowanego wyżej wykładu.

1) Traktuję pojęcia informatyczne, a także opisywane przez nie obiekty (algorytmy, struktury danych, kody…), jako pojęcia formalne, które można interpretować – na podobieństwo formalizmów matematycznych – w różnych dziedzinach problemowych.
(Na przykład: będący abstrakcyjnym obiektem formalnym algorytm przeszukiwania grafów może być wykorzystywany w dziedzinie sieci transportowych, gier komputerowych etc…)

2) Interpretacja kognitywistyczna pojęć informatycznych polega na ich wykorzystaniu w ramach pewnego modelu umysłu/mózgu – modelu zazwyczaj cząstkowego, opisującego pewien fragment aktywności poznawczej umysłu.
(Na przykład: sztuczną sieć neuronową – jak perceptron czy cognitron – można uczynić kluczowym elementem modelu ludzkiej percepcji).

3) Kognitywistycznie zinterpretowany układ pojęć jest tym cenniejszy – z punktu widzenia kognitywistyki, a nie samej informatyki – im bardziej pobudza do cennych poznawczo pytań o umysł.
(Na przykład: pojęcie nieobliczalności, sprzężone z pojęciem realizującego obliczenia automatu (jak maszyna Turinga), pozwala postawić pytanie o struktury wewnątrz-umysłowe, które pozwalają umysłowi rozwiązywać problemy nieobliczalne)

4) Jeśli przyjąć, że w ramach interdyscyplinarnych badań kognitywistycznych istnieje pewien „podział pracy”, to rolą filozofów winno być zadawanie pytań (także takich, które są inspirowane informatycznie), a rolą empiryków – weryfikowanie możliwych odpowiedzi.

***

Zachęcam gorąco do dyskusji (która może dotyczyć także powyższych wyjaśnień).
Paweł Stacewicz

Opublikowano Filozofia informatyki, Światopogląd informatyczny | 5 komentarzy

Homo Informaticus 3.0

W dniach 4-5 grudnia br. odbędzie się w Poznaniu konferencja naukowa pod nazwą HOMO INFORMATICUS 3.0, na której wygłoszę referat o algorytmach.

W przededniu tejże Konferencji chciałbym podzielić się z Państwem kilkoma skojarzeniami, które wzbudza we mnie intrygująca nazwa Konferencji: Homo Informaticus. W moim odczuciu jest to nazwa wysoce metaforyczna, a przez to przemawiająca do wyobraźni.
Jej metaforyczność polega, po pierwsze, na usytuowaniu człowieka w sferze informatyki i informatycznych technologii, po drugie zaś — na wzbudzaniu rozmaitych skojarzeń, które określają bliżej człowieka współczesnego (także jego przyszłość).

W moim przypadku są to następujące skojarzenia:

1) skojarzenie technologiczno-cywilizacyjne: człowiek współczesny żyje w świecie przenikniętym na wskroś informacją, informatyką i jej zastosowaniami; coraz większa część jego aktywności (tak prywatnej, jak zawodowej) polega na zdobywaniu, selekcjonowaniu i przekazywaniu informacji; technologie informatyczne (związane np. z Internetem) stały się dlań elementem życiowo niezbędnym: za ich pośrednictwem wchodzi w relacje z innymi, zdobywa wiedzę, realizuje własne ambicje etc.

2) skojarzenie filozoficzno-światopoglądowe: człowiek współczesny, chcąc nie chcąc, opisuje świat w kategoriach informacyjno-informatycznych, np. wyodrębnia w organizmach część informacyjną (kod DNA), zastanawia się nad podobieństwem umysłu do komputera, postrzega informację jako trzeci, obok materii i energii, element konstytutywny świata; innymi słowy: człowiek współczesny żywi jakąś formę informatycznego światopoglądu.
[w tej sprawie warto przeczytać niektóre wpisy z bloga Cafe Aleph,
np. http://marciszewski.eu/?p=8224 oraz http://marciszewski.eu/?p=6729]

3) skojarzenie futurystyczne: człowiek współczesny może stać się fizycznym homo informaticus, to znaczy zastępując pewne części swojego ciała (również mózgu) wytworzonymi sztucznie układami do przetwarzania informacji, może przeobrazić się w organiczno-maszynową hybrydę (o większych możliwościach poznawczo-praktycznych niż homo sapiens).

Już powyższa próbka moich spontanicznych skojarzeń ukazuje metaforyczny potencjał określenia HOMO INFORMATICUS.
Ciekaw jestem innych skojarzeń i uwag…

Opublikowano Bez kategorii, Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny | Skomentuj

Analogowość, analogiczność, ciągłość

Obecny wpis jest pomyślany jako krótkie wprowadzenie do tematu następnego seminarium na PW, które będzie poświęcone urządzeniom/komputerom analogowym (w odróżnieniu od cyfrowych).

W ramach tego wprowadzenia chciałbym:

1) po pierwsze, przypomnieć slajdy z poprzedniego posiedzenia seminaryjnego pt. Cyfrowość i analogowość (by je obejrzeć, proszę kliknąć w link obok),

2) po drugie, poczynić pewne dopowiedzenie do wspomnianych wyżej slajdów, które dotyczy wieloznaczności terminu analogowość (i terminów pochodnych, jak: obliczenia analogowe czy maszyny/komputery analogowe).

Rozwijając punkt 2) skupię się na pewnych technikach (metodach) rozwiązywania problemów, które z punktu widzenia ich informatycznej (szerzej: sztucznej) realizacji można rozumieć jako techniki przetwarzania danych (a nie tylko: zapisu czy transmisji).

Pośród ogółu wspomnianych wyżej technik wyróżnia się grupę technik analogowych, czyli takich, których cechą szczególną jest analogowość.
Jak jednak rozumie się ową analogowość? Na jeden sposób czy kilka?
Otóż wydaje mi się, że mówiąc ogólnie o technikach analogowych, ma się na myśli co najmniej trzy ich rodzaje (które dopiero po bliższym zbadaniu mogą, pod pewnymi warunkami, zostać uznane za podobne).

Są to:

a) analogowe techniki nieobliczeniowe – oparte na bezpośrednim modelowaniu/symulowaniu badanego zjawiska fizycznego Z przez bardzo podobne, choć łatwiej obserwowalne, zjawisko ZP. Zjawisko ZP można nazwać analogonem (inaczej: modelem realnym lub fizycznym) zjawiska Z. Na przykład: gdy układ planetarny UP, modeluje się za pomocą analogicznego doń miniaturowego układu fizycznego UF, to pewne problemy dotyczące UP rozwiązuje się poprzez fizyczną manipulację modelem UF i (realną) obserwację jego zachowania.

b) analogowe techniki obliczeniowe – czyli takie metody rozwiązywania problemów, które wymagają wstępnego opisu danego problemu za pomocą liczb (szerzej: obiektów matematycznych), a następnie wykonania odpowiednich operacji na tych liczbach (szerzej: obiektach matematycznych).

Nazywając obliczenia realizowane w przypadku b) analogowymi, nie unikamy kolejnej dwuznaczności, która polega na braku wskazania, o jaki typ obliczeń chodzi.

Możemy bowiem mieć na myśli:
b1) obliczenia ciągłe (w odróżnieniu od dyskretnych), niekoniecznie jednak analogiczne
albo
b2) obliczenia naturalne i analogiczne zarazem (bez przesądzania o ich ciągłości)

W przypadku b1) mamy do czynienia z działaniami na ciągłych wielkościach fizycznych (ich teoretycznym odpowiednikiem są liczby rzeczywiste, ewentualnie: funkcje zmiennej rzeczywistej), które dają w wyniku inne ciągłe wielkości fizyczne. Obliczenia tego typu definiuje się w ramach różnych modeli uniwersalnych komputerów analogowych (np. GPAC czy BSS), które mają określoną architekturę (np. obejmują integrator i wzmacniacz), a ponadto są programowalne (program określa odpowiednią sekwencję operacji podstawowych, przypisanych do odpowiednich elementów architektury). Do wykonania obliczeń jest zatem potrzebny kod.
Cechami szczególnymi obliczeń typu b1) są zatem: ciągłość (gwarantowana na poziomie modelu teoretycznego) i fizyczność rozumiana w sposób ciągły (przetwarzane wielkości fizyczne rozumie się jako ciągłe).

W przypadku b2) z kolei mamy do czynienia z fizyczną realizacją obliczeń za pomocą naturalnych procesów fizycznych, które są odpowiednikami (analogonami) określonych operacji matematycznych. Na przykład: jeśli obliczenie polega na rozwiązywaniu układu równań liniowych, to z układem równań można związać wstępnie pewien układ ciał i wiążących je sił, a procedurę rozwiązywania układu zaimplementować jako proces ustalania się równowagi między ciałami po wcześniejszej zmianie ich konfiguracji.
Obliczenia typu b2) realizuje się zwykle za pomocą wyspecjalizowanych urządzeń i maszyn analogowych (a nie komputerów rozumianych jako uniwersalne maszyny analogowe). Maszyny takie działają na zasadzie analogii: ich wewnętrzne operacje są bowiem fizycznymi odpowiednikami (analogonami) przeprowadzanych obliczeń (np. operacji całkowania czy różniczkowania). Nie jest tu potrzebny żaden kod sterujący sekwencją obliczeń, gdyż urządzenie realizuje bezpośrednio konkretny typ obliczenia.
Cechami szczególnymi analogowych obliczeń typu b2) są zatem: fizyczność (dla danego typu obliczeń szuka się realizującego go bezpośrednio, nie zaś symbolicznie, procesu) oraz analogiczność (ów proces jest analogonem obliczenia). Obliczeniom tego typu może, ale nie musi, przysługiwać także cecha ciągłości – przysługuje ona pod warunkiem, że realizowane fizycznie obliczenia są obliczeniami ciągłymi (jak np. różniczkowanie i całkowanie), a ponadto przetwarzane wielkości fizyczne są faktycznie ciągłe.

Z powyższych zestawień wyłania się dość zaskakująca puenta.

1) Cechą wspólną opisanych wyżej technik analogowych, czyli cechą konstytutywną analogowości w najszerszym znaczeniu, jest nie analogiczność (co mógłby sugerować przymiotnik „analogowe”), a także nie ciągłość (co mogłyby sugerować modele tzw. uniwersalnych obliczeń analogowych), lecz FIZYCZNOŚĆ (w odróżnieniu od właściwej technikom cyfrowym: SYMBOLICZNOŚCI).
[Kwestię tę dostrzegł na ostatnim seminarium prof. Lubacz – za co mu bardzo dziękuję]

2) Drugą cechą wspólną technik analogowych (a przynajmniej tych, które nazwaliśmy obliczeniowymi) jest CIĄGŁOŚĆ. To jednak pod warunkiem, że ciągłości przewidzianej w teoretycznym modelu obliczeń (operacje na liczbach rzeczywistych) odpowiada faktyczna ciągłość przetwarzanych wielkości fizycznych (nośników danych).

Tyle tytułem uzupełnienia slajdów, które zalinkowałem na początku wpisu.
Z wielką ciekawością czekam na ewentualne uwagi, a także referat Jarka przewidziany na najbliższy czwartek.

Podejrzewam, że będzie on dotyczył obliczeń typu b2.

Pozdrawiam wszystkich – Paweł Stacewicz.

Opublikowano Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny | Skomentuj

Konferencja „Filozofia w logice i informatyce”

Gwoli kronikarskiej ścisłości chciałbym odnotować, że 6 listopada 2015 roku odbyła się w Politechnice Warszawskiej I. Ogólnopolska Konferencja naukowa pod nazwą Filozofia w logice i informatyce.

W konferencji  wzięło udział co najmniej kilka osób, które dyskutują aktywnie w naszym blogu. Pierwszy referat wygłosił Profesor Witold Marciszewski, a piszący te słowa Paweł Stacewicz prowadził sesję pt. „Filozofia w informatyce” (był też przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego).

Archiwalne materiały konferencyjne (program, abstrakty, niektóre prezentacje i teksty), jak również wciąż otwarte dyskusje nad niektórymi referatami, znajdują się na stronie  http://calculemus.org/fli/.

Zapraszam gorąco do oglądania, czytania i dyskutowania…

Paweł Stacewicz

Opublikowano Bez kategorii, Dydaktyka logiki i filozofii, Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Logika i metodologia, Światopogląd informatyczny | Skomentuj

Gaudeamus igitur – przekład na okoliczność inauguracji roku akademickiego 2015/16

Radujmy się życiem  — Gaudeamus igitur
Gdy się ono przędzie. — Iuvenes dum sumus.
Po radosnej dziś młodości,  — Post iucundam iuventutem
Po nękaniu złej starości — Post molestam senectutem
Ziemia nas posiędzie. — Nos habebit humus.

Vivat Akademia,  — Vivat Academia
Vivat jej elita! — Vivant Professores
Vivant profesorskie ciała, — Vivat membrum quodlibet
Vivat nasza brać wspaniała,  — Vivant membra quaelibet
Wszystka niech rozkwita! — Semper sint in flores.

Przekład pierwszej zwrotki jest literalny. Druga jest trudno przekładalna wierszem, zwłaszcza ze względu na frazę „membrum quodlibet” – wszelki członek (w domyśle: naszej społeczności – membrum nostrae universitatis). Intencja powtórzenia tego w liczbie mnogiej (membra) nie jest jasna, może jest to dodane tylko dla emfazy, z pewną wariacją gramatyczną.  Oddaję to w ostatnim wierszu słowem „wszystka”

Gwoli wierności oryginałowi,  przytaczam oryginał drugiej zwrotki, podając w każdym wierszu  dosłowny przekład prozą.

Viivat Academia  — niech żyje akademia
Vivant Professores — niech żyją profesorowie
Vivat membrum quodlibet — niech żyje wszelki [jej] członek
Vivant membra quaelibet  — niech żyją wszyscy [jej]  członkowie
Semper sint in flores. — niech kwitną na zawsze.

Opublikowano Etyka | Skomentuj

X Polski Zjazd Filozoficzny – nasz wkład

W dniach 15-19 września br. odbędzie się w Poznaniu X Polski Zjazd Filozoficzny, na którym będę miał przyjemność wygłosić krótki referat pt. „O znaczeniu pojęć informatycznych dla filozofii”.

Treść mojego wystąpienia będzie w istotny sposób nawiązywać do licznych dyskusji w tym blogu, za które wszystkim dziękuję. Za ich sprawą o wystąpieniu tym śmiało mogę powiedzieć, że „jest to nasz wspólny wkład w obrady zjazdu”.

W trakcie referatu zamierzam opowiedzieć, po pierwsze o tym, jakie pojęcia informatyczne są najważniejsze z metodologicznego i filozoficznego punktu widzenia (począwszy od algorytmu i danych, a skończywszy na mocy obliczeniowej określonego typu automatów); po drugie, chciałbym przedstawić kilka przykładów zastosowania pojęć informatycznych w filozofii (np. w modelowaniu i ocenie potencjału poznawczego ludzkiego umysłu); po trzecie, chciałbym napomknąć o światopoglądzie informatycznym. Ten ostatni temat będzie czymś w rodzaju podsumowania dwóch pierwszych – jako, że udane zastosowania pojęć i metod informatycznych w filozofii sprzyjają budowie światopoglądu informatycznego.

Prawdopodobnie po moim referacie wyniknie jakaś dyskusja.
Chcąc ją zainicjować już teraz, przedstawiam wszystkim pod rozwagę pewien tekst, który w sposób nieco szerszy niż referat (choć i tak bardzo skondensowany) podejmuje jego tematykę.

Tekst ten stanowi bardzo obszerny wyciąg z pierwszego rozdziału przygotowanej do druku pracy zbiorowej pt. „Informatyka a filozofia. Od informatyki i jej zastosowań do światopoglądu informatycznego”.
Można go potraktować jako coś w rodzaju wybiórczego preprintu.

Oczywiście liczę na uwagi krytyczne – być może wykorzystam je w dyskusji podczas Zjazdu.
Jeśli ktoś jest zainteresowany lekturą i/lub dyskusją niech kliknie tutaj, a potem dodaje komentarze.

Pozdrawiam wszystkich – Paweł Stacewicz.
(Link do  Światopogląd informatyczny. Naukowe podstawy i filozoficzne perspektywy)

Opublikowano Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny | 1 komentarz

O rozumieniu informacji w biologii

Obecny wpis umieszczam w blogu w imieniu dr-a Radosława Siedlińskiego z PJATK, który na ostatnim naszym seminarium w PW wygłosił referat pt. „O rozumieniu informacji w biologii”.

Referat wzbudził ożywioną dyskusję, która – być może – znajdzie swoje przedłużenie tutaj.
Zgodnie z życzeniem Autora poddaję pod dyskusję następujące  slajdy.

A oto krótki komentarz Autora do ich zawartości:

W referacie podejmuję kwestię rozmaitych sposobów rozumienia pojęcia informacji funkcjonujących we współczesnej biologii „niskopoziomowej” (biologia molekularna, genetyka).
Slajdy 2-6 pełnią rolę wprowadzającą w problematykę. Używam w nich pojęcia „information talk” odnoszącego się do powszechnego w biologii współczesnej użycia terminologii opartej na pojęciu informacji (jej kodowania, modyfikowania, przekazywania itp.). Język nasycony tego rodzaju pojęciami jest często używany do opisu fenomenu życia na rozmaitych poziomach jego organizacji i funkcjonowania.
Slajdy 7-12 prezentują dwa podstawowe sposoby rozumienia pojęcia informacji w biologii współczesnej (kolejno: „słabe” oraz „silne”).
Następnie prezentuję dwa sposoby dziedziczenia informacji biologicznej drogą pozagenetyczną: metylację DNA oraz metylację białek histonowych (slajdy 13-16).
Dalej odnoszę się do pytania o ulokowanie informacji biologicznej prezentując 3 możliwe odpowiedzi nań (slajd 17).
Następnie (slajd 18) udzielam odpowiedzi na pytanie o to, do jakiego obszaru funkcjonowania układów ożywionych ograniczone winno być stosowanie wspomnianego wyżej „information talk” (wyłącznie do opisu relacji między genami a ich produktami w  postaci białek). Uszczegółowieniem tego jest slajd 22 zwracający uwagę, że informacja zawarta w DNA determinuje jedynie I-rzędową strukturę białek pozostawiając struktury wyższych rzędów otwarte na wpływ czynników natury pozagenetycznej.
Prezentację zamyka uwaga nt. dającej się zaobserwować tendencji do reifikacji informacji w rozważaniach niektórych znanych i wpływowych  biologów współczesnych (slajdy 23-24).

Zapraszam do dyskusji (nie tylko uczestników seminarium) — Paweł Stacewicz

Opublikowano Filozofia informatyki, Światopogląd informatyczny | Skomentuj

Myślenie wg Alana Turinga

Niniejszym wpisem nawiązuję do dyskusji wokół tekstu Alana Turinga pt. „Maszyny liczące a inteligencja” — dyskusji, które odbyły się na ostatnich zajęciach ze studentami PW (wydziały MiNI oraz EiTI). Ponieważ został on utworzony „na gorąco”, nie wszystkie zawarte w nim sformułowania są ostatecznie dopracowane.
Jeśli wpis nie wywoła odzewu, tj. przeniesienia niektórych wątków dyskusji do blogu, zostanie usunięty.

Zacznijmy zatem.
W pierwszym zdaniu swojego artykułu Alan Turing proponuje rozważyć problem wyrażony pytaniem „Czy maszyny mogą myśleć?”. Czy naprawdę jednak podejmuje problem myślenia? Wszak w tytule artykułu nie pojawia się termin myślenie, lecz inteligencja; zaś istota proponowanego dalej testu nierozróżnialności (zwanego dziś testem Turinga) polega na badaniu zewnętrznych przejawów myślenia (a nie samego myślenia).
Mamy zatem pierwsza dyskusyjną kwestię?

Rozwiązując ją na korzyść autora — to znaczy przyjmując, iż chce on spoglądać na myślenie w sposób sobie właściwy, tj. poprzez pryzmat swojej niemałej wiedzy o możliwościach maszyn cyfrowych — spróbujmy wyłuskać z jego tekstu kilka dyskusyjnych tez na temat tak właśnie postrzeganego myślenia?
Jeśli ktoś wydobędzie z tekstu inne tezy, chętnie się do nich ustosunkuję(emy)…

Teza 1
Myślenie, w pełnym tego słowa znaczeniu, przejawiają ludzie — wszak w teście Turinga maszyna jest porównywana z człowiekiem, a nie np. ze słoniem.
Tu zachodzą pytania:
Czy zwierzęta nie myślą? Czy droga do maszynowej realizacji myślenia ludzi nie powinna wieść przez rozpoznanie prymitywniejszych form myślenia, właściwych zwierzętom i organizmom prostszym? Czy możemy „od razu” przejść do prób rozszyfrowania schematów myślenia ludzi?

Teza 2
Myślenie wyraża się w języku; myśleć to przejawiać bardzo złożone zachowania językowe – to właśnie tego rodzaju zachowania badamy w teście Turinga.
Tu zachodzą pytania:
Czy można myśleć, posługując się o wiele prostszym językiem niż język naturalny; lub nawet bez udziału języka? Na przykład problemy matematyczne formułujemy i rozwiązujemy za pomocą znacznie uboższego języka niż naturalny. Czy maszyna, która potrafiłaby rozwiązywać tego rodzaju problemy w sposób dla nas zaskakujący, nie myślałaby?

Teza 3
Myślenie jest niezależne od „nośnika myśli”.
Inaczej: myślenie jest realizacją pewnego schematu/algorytmu/programu, który może być zaimplementowany za pomocą jakiejkolwiek materii (jakiegokolwiek nośnika sygnałów) zdolnej przyjmować stany dyskretne (których liczbę da się zredukować do dwóch: 0 i 1).
Tu zachodzi pytanie:
Czy ludzkie możliwości myślowe/poznawcze nie zależą w istotnym stopniu od czysto fizycznych właściwości materii, która tkwi np. w naszych mózgach? Czy liczy się tylko program i schemat? Czy da się go zaimplementować za pomocą innego rodzaju tworzywa?

Teza 4
Problem myślenia należy oddzielić od problemu świadomości – taka jest w istocie intencja testu Turinga.
Świadomość jest tą własnością myślącego podmiotu, która w odróżnieniu od zachowań fizycznych (reakcji) i wypowiedzi językowych, ma charakter prywatny i (wyłącznie) introspekcyjny. Analizując pod kątem myślenia cokolwiek poza nami samymi, nie możemy uzyskać do niej dostępu.
Tu rodzi się wiele pytań, które być może padną w trakcie dyskusji.

Niezależnie jednak od obecnej w teście Turinga intencji oddzielenia myślenia od świadomości wydaje mi się, że Turingowi były bliskie dwa (niewykluczające się) poglądy na świadomość:

(1) Świadomość jest tyko pewnym nieistotnym dodatkiem do procesów wewnątrz-mózgowych, które warunkują myślenie. Gdyby jej nie było (tj. pewnych związanych z nią przeżyć prywatnych), dany system wykazywałby co najmniej taką samą skuteczność w rozwiązywaniu problemów jak przy jej udziale.
(2) Świadomość jest wynikiem działania pewnego bardzo złożonego programu. Odpowiednia złożoność programu (samego programu, niezależnie od fizycznego nośnika przetwarzanych danych) powoduje, że w systemie pojawia się świadomość.

Mam nadzieję, że powyższych pytań nie jest zbyt dużo, 🙂 …
Gdyby zaś było za mało, proszę stawiać kolejne…

Opublikowano Filozofia informatyki, Światopogląd informatyczny | 5 komentarzy